83114
Książka
W koszyku
Kurz wydłużonym tumanem wzbija się w słońcu. Nie rozwija się w pióropusz jak za samochodami; wszędzie jednakowo gęsty i jednakowo wysoki, jak mur. Narasta, choć nie słychać żadnych silników. Droga niknie. Zaczął się atak gazowy. Jeden po drugim, cztery ambulanse wjeżdżają między kępy drzew, przed linią okopów. Ludzie przepychają się do otworów strzelnic. Pod okienkiem obserwacyjnym profesor kurczy ramiona, rosły bismarckowski kosiarz, łapskami zgarnia szal, próbuje opatulić nim wąsy. Rozlewisko gazu podpełza pod sad jabłoni, zatapia pnie posadzone w regularnych odstępach, włazi na konary. Dno doliny to już tylko żółta mgła, czerwonawa, wzdłuż łąk i zielonych jodeł, spomiędzy których wynurza się widmowo wysoki słup telegraficzny. Rozlewisko gazu prześlizguje się na szerokości kilometra ku wysuniętej do przodu pozycji Rosjan. Wsącza się w las, zasnuwa podnóża jodeł nie dosięgając wierzchołków, wyłania się na planie dalszym, a wtedy ich czuby podobne zębom piły przebijają się przez mgliste tło, jak na sztychach japońskich. Nie przerywając swojego miękkiego występowania, zakrywa pola, których wstęgi pną się ku wyżynom, fioletowe łąki koniczyny, ostatnie łany żyta i szerokie prostokąty naszpikowane stogami. Na koniec, w najwyższym punkcie, nie opodal okopów rosyjskich, zagarnia kępy drzew coraz gęstsze i spłacheć lasu, w którym artyleria powyrąbwała polany. Nic się tam nie porusza.
Status dostępności:
Są egzemplarze dostępne do wypożyczenia: sygn. 821.133.1-3 (1 egz.)
Recenzje:
Pozycja została dodana do koszyka. Jeśli nie wiesz, do czego służy koszyk, kliknij tutaj, aby poznać szczegóły.
Nie pokazuj tego więcej